Ostatnio, z racji podjęcia nowego wyzwania, często słyszę pytanie: „Czy wiesz, że w Japonii jest najwięcej nurków?”. Tak, wiem i dzielę się tą wiedzą :) - chodzi o tzw. 'ama'.

'Ama' to ateji, czyli nietypowe (wyjątkowe) czytanie znaków kanji 海人 ('morze' i 'człowiek'). Terminem tym powszechnie określa się poławiaczki pereł, ale jest to spore zawężenie tego pojęcia, ponieważ słowem tym określa się każdą osobę nurkującą nie tylko w poszukiwaniu pereł, ale także po owoce morza. Od około 2000 lat mieszkańcy nadmorskich wiosek nurkowali w poszukiwaniu glonów i mięczaków, które stanowiły sporą część ich codziennej diety. Ponieważ chodziło o przetrwanie rodziny i zasoby kuchenne, najczęściej nurkowały kobiety (choć podobno powód jest jeszcze jeden: kobiety lepiej znoszą wychłodzenie organizmu, a ich organizmy szybciej się regenerują).
Poławiaczki nie stosowały i wciąż (w zasadzie) nie stosują żadnego sprzętu nurkowego, a tylko doskonalonych przez stulecia i przekazywanych z pokolenia na pokolenie technik oddechowych (które robią na współczesnych tak ogromne wrażenie, że przeprowadzono nawet na ten temat badania naukowe).

Jest to jednak jeden z najniebezpieczniejszych „zawodów”, ponieważ czas zanurzenia wynosi ok. 60 sekund, a średnia głębokość, na którą schodzą poławiaczki niezależnie od wieku to 10-20 metrów. Dziennie każda z nich może wykonać po kilkadziesiąt zanurzeń, a szybkość wynurzania i zanurzania waha się w okolicach 1,5 m/s, co z czasem doprowadza często do choroby ciśnieniowej.

Temat jest jednak tak unikalny na skalę światową, że turystom odwiedzajacym Japonię można też polecić wioskę poławiaczek pereł, w której na własne oczy można zobaczyć pracę i życie nurkujących kobiet, a także z nimi popływać.

Poławiaczki jako atrakcja turystyczna:




m.
::


Komentarze:

wróć