|
Na weekend majowy miałam zaplanowane, nareszcie, zrobienie w ekspresowym tempie ogrodu w stylu tsuboniwa. Może nie „ogrodu”, tylko „ogródka” raczej, bo przed oknem mam płachetek ziemi 5x3m, ale na przydomowy ogródek z misą na wodę i kamienną latarnią (w przyszłości) w zupełności wystarczy.
![]() Ideał, do którego miałam zmierzać, inspirowany był haiku Matsuo Bashō: horohoro to yamabuki chiru ka taki no oto czy to złotlin opada z szelestem…? szum wodospadu Zaczęłam więc od rozplanowania kęp zieleni - to poszło gładko. Potem poszłam do centrum ogrodniczego... i tu zaczął się problem. Nie, nie dlatego, że nie można kupić japońskich roślin... Wprost przeciwnie - jest ich zbyt duży wybór i haiku, jakie zaczęło mi się komponować w moim ogrodzie, wygląda tak: luarowiśnie, tawuły, spirea, sosny czerwone i czarne, aukuby japońskie, powoje, piwonie, wisterie, azalie, magnolie, klony palmowe, żylistki, forsycje, kamelie, złotliny, funkie, trawy, paprocie, a w końcu nawet wiśnie japońskie... uff! I jak to wszystko upchnąć w ogródku, który ma być wyrazem prostoty i nieskomplikowania?! Cóż, jak w dobrym haiku, z większości będę musiała zrezygnować... Więc, co zostanie? wiatr się zakrada szelest cienia paproci… kropla i kamień m. :: Komentarze: 06.05.2007 :: 14:59 :: 81.168.132.3 |
Matsumi Szkoła Języka Japońskiego
2008 © Wszelkie prawa zastrzeżone